CZO TE MARZENIA !?

To nie będzie krótki wpis więc jeżeli chcesz poświęcić kilka minut na coś co Ciebie bardziej interesuje to nie krępuj się i tak zrób 🙂

Poniższą treść przeznaczam dla wszystkich, ale przekaz głównie kieruję do tych, którzy codziennie przysięgają sobie, że to właśnie jutro przystąpią do realizacji swoich marzeń. Niestety jutro często pozostaje jutrem. Twierdząc, że wpis kierują do wszystkich marzycieli miałem na myśli dosłownie nas wszystkich. Każdy z nas myślami często wybiega tam gdzie go najbardziej przyciąga i wizualizuje sobie siebie realizującego coś co w tej właśnie chwili przysparza o gęsią skórkę i delikatnie rozchodzące się po ciele dreszcze…

NAJTRUDNIEJ ZACZĄĆ

Uśmiech towarzyszący mi na zdjęciach z podróżny rowerowych. Krótkie nagrania z pięknymi widokami w trakcie stromych zjazdów, urozmaicone przyjemną muzyką. Ochy i achy na Facebook’u. Rower w tle. Uwierzcie mi. Za tym kryje się również trud, systematyczność, cierpliwość i wiara w to, że kwestią czasu pozostaje osiągnięcie wymarzonego celu.

Jeszcze kilka lat temu rower wcale nie był obiektem moich zainteresowań. Żeby było zabawniej to po kradzieży ostatniego nie kwapiłem się do zakupu nowego. Nie miałem hobby. Właściwie to z trudem było mi znaleźć jakieś zainteresowanie w celu odwrócenia swojej uwagi od codzienności i przyziemności. Kiedy w życiu publicznym i osobistym zaczęło się mocno „kiełbasić” uznałem, że to jest ta chwila kiedy po prostu czas wziąć się w garść i zacząć robić coś dla siebie.

Nie wiem czemu akurat pomyślałem o rowerze. Może dlatego, że został mi zakorzeniony w głowie przez młodzieńcze obozy rowerowe. Ale kiedy bardziej się wysilę i uruchomię skromną już ilość mych szarych komórek to przypominam sobie, że nie myślałem wówczas specjalnie wiele 🙂 To był odruch. Nie miałem nawet pieniędzy. Ale banki dzisiaj chętnie rozdają gotówkę więc wziąłem. Wchodzę do sklepu i pokazuję na me przyszłe „dwa koła” w jednym z katalogów. Panowie, którzy właściwie do dzisiaj mają nieprzyjemny oceniający wzrok, zawiesili swoje spojrzenia na mnie z niedowierzaniem. Czytałem im w myślach. To było tak:

„Patrz jaki. Rower kupi za cztery paki. Ciekawe ile pojeździ chojrak taki.”

Wkrótce zakup został zrealizowany, a ja jeszcze wcale nie myślałem o podróży na Bałkany a jedynie o tym jak ja przeżyję te 20 kilka kilometrów drogi do pracy. Kiedy pierwszy raz podniosłem się z łózka o 6 rano wiedząc, że za chwilę mam spędzić godzinę na rowerze, pomyślałem: „no nie, nie.. czy te wczorajsze niewypowiedziane słowa w spojrzeniach sprzedających właśnie się nie urzeczywistniają?”. Prokrastynacja. Znacie to słowo? Przez chwilę miało u mnie zastosowanie. To takie stałe odwlekanie. „dobra, Bart, nie wydziwiaj.. autobus zaraz odjeżdzie”. A mimo to jednak kilkanaście minut później sam nie dowierzałem w to że o świcie i w chłodzie mknę do pracy przez miasto. W połowie drogi brakło już tchu. Powrót to już była jakaś katorga. Ale wówczas zrozumiałem, że właściwie to jestem zmęczony, ale uśmiechnięty i zadowolony. W drodze z pracy zupełnie już nie myślałem o drodze przede mną, a o tej, która za chwile miała stać sie moim marzeniem, które wciąż czeka na realizację i urzeczywistnienie. To podróż dookoła świata, oczywiście na rowerze.

Wszystkich tych, który obawiają się, że nie podołają swoim marzeniom, zapewniam, że w pierwszej chwili również wybiłem sobie pomysł z głowy. W końcu jakby nie było po dziś dzień tego nie zrobiłem, ale to nie o to tutaj chodzi. Ostatnie kilka lat, dziesiątki tysięcy kilometrów w drodze do pracy i z powrotem, dwie indywidualne i samotne podróże po Bałkanach to nic innego jak budowanie pewności siebie, wiary w siebie, systematyczność, poświęcenie. A wszystko z myślą o marzeniu, które jeszcze nie tak dawno było kolorowym snem, a dzisiaj jest już celem, który prędzej czy później osiągnę.

PIENIĄDZE i CZAS

Często są pierwszym argumentem stojącym za rezygnacją z rzeczy, które są bliskie naszym sercom. Po dziś dzień wspólnie z bratem przy wieczornym piwku narzekamy na brak funduszy i czas lecący przez palce. Wierzcie mi, nie nalezę do grupy najlepiej zarabiających osób. Jednak spiąłem się i przestałem wydawać pieniądze na pierdoły. Wszystkie ostatki pozostałe po funduszach z wersji „na życie”, przeznaczam na rower i dodatkowe podróżnicze akcesoria. Miesiąc w miesiąc pozbywam się niemalże wszystkiego tylko po to, żeby dobrze przygotować się do trzech tygodni w roku… Brzmi i wydaje się trochę „chore”. Nie wykluczone, że tak jest 🙂 Pieniądze zawsze się znajdą. Do tego zmierzam w tej części oczywiście. Wasze wspaniałe wsparcie w już dwóch zrealizowanych projektach na Polak Potrafi bardzo mi pomogło. Zebrałem na bilety, na wspaniały i niezawodny namiot, nowy komplet naprawdę mocnych i wytrzymałych kół rowerowych i inne przydatne bajery. To Wy mnie wspieracie i popychacie w kierunku już przez siebie wyznaczonym. Co z czasem… czas to wymysł człowieka. Żyjemy w stereotypie bycia dzieckiem, młodym, starym. Oczywiście, ze prędzej czy później czeka nas piach i wąchanie kwiatków od spodu, ale nie róbmy z tego wymówki. Po prostu brakuje nam zaangażowania i wytrwałości, a często wydaje się nam, że temu komu udało się spełnić swoje marzenie, przyszło to łatwo i bez wysiłku. Nic bardziej mylnego. Marzenie to prezent za trud, który włożyłeś w dążeniu do jego realizacji.

NIE ZROBIŁEM NIC WIELKIEGO A MYŚLĘ O OKRĄŻENIU ŚWIATA CAŁEGO

Niejeden już odważny i odważna okrążył glob na rowerze. Ludzie podróżują po całym świecie na dwóch kołach. Niektórzy swoje całe zycie spędzają w siodle. Ja mam za sobą ledwo trzy konkretne rowerowe wojaże. Pierwsza w Polsce w warunkach nieco spartańskich (nie przypominam sobie żebym brał prysznic przez całe dwa tygodnie jazdy 🙂 ), druga to pierwsza samodzielna przygoda w Chorwacji, Czarnogórze i Bośni, no i zeszłoroczne doznania ze wspaniałej Albanii. Nawet nie wyjrzałem poza kontynent. Nie wiem. Nie wytłumaczę Wam tego. To się po prostu czuje. Zbierając doświadczenie i realizując kolejne wyprawy wiem, że marzenia spełnienie jest nie tylko na wyciągnięcie ręki, ale wręcz pewne. Nie wolno dać sobie o nim zapomnieć. Za nim zasiadłem do tego wpisu obiecałem sobie ze najpierw pojeżdżę na rowerze. A godzina spędzona w lesie dała mi tylko więcej ochoty do spisania tego jakby nie było jakiegoś uzewnętrznienia.

NIE DAM RADY

No właśnie. Uzewnętrznię się odrobinę dla Was. Jeżeli chcesz coś bardzo zrobić, ale obawiasz się, że brakuje Tobie pewności siebie to ja jestem chodzącym przykładem pokazującym, że i z tej sytuacji da się wybrnąć. Przez niektórych mogę być odbierany jako osoba mocno przekonana o swoich dobrych i mocnych stronach, a w rzeczywistości macie do czynienia z kimś kto od lat już dorastania toczy nierówną walkę z kompleksem absolutnego braku pewności siebie. Dlatego też wyjazdy zagranicę z początku kosztują mnie mnóstwo nerwów. Zaczynam snuć pesymistyczne scenariusze i robię się nieznośny. Osoby otaczające mnie wiedzą o tym doskonale, ale spisują się na medale i wspierają do końca. Jeszcze kilka lat temu nawet do głowy by mi nie przyszło, że rowerem sam gdziekolwiek pojadę. Czasami po prostu musimy zrobić psikusa swoim słabościom i otworzyć się na to co nowe.

POMÓŻ SOBIE. POLAK POTRAFI.

To nie tylko dwa zrealizowane projekty. To nie tylko otrzymane pieniądze. Niektórzy tak myślą więc niech no jedną rzecz wyjaśnię. To przede wszystkim motywacja i odpowiedzialność. Ten post jest już swoją drogą pewną formą odpowiedzialności. Piszę tu przecież o potencjalnej podróży dookoła świata. Będziecie mnie z tego kiedyś rozliczać 🙂 Zebrane fundusze bardzo mi pomogły. Jestem człowiekiem który z natury stara się być bardzo dokładny. Czasem jestem wręcz pedantyczny i przesadny. Ale ma to swoje plusy. Natomiast także kosztuje. Wszystko od zera. Kamery, karty pamięci, nawet smartfona musiałem sobie kupić bom staroświecki był i z wciskaną nokią latał. Tu sto złotych, tam sto złotych. Zasugerowano mi złożenie projektu na Polak Potrafi. Oczywiście tutaj ponownie wkradł się mój brak pewności siebie i pomyślałem, że nic z tego nie będzie, a w dodatku wyjdę na idiotę. O jak mi wstyd było kiedy zobaczyłem efekt. Wstyd, że mogłem tak zwątpić w osoby, które pomogły mi znacznie w lepszym przygotowaniu się do obydwu podróży. Najwięcej pieniędzy pochłania oczywiście rower. Codziennie 50 kilometrów. Miesięcznie 1000, Rocznie prawie 10 000. To studnia bez dna jak samochód 🙂

TY

Jeżeli tymi niesfornymi wypocinami urzekłem choć jedną osobę to ja już wiem, że będziesz kimś kto uwierzy w swe marzenie tak jak ja w swoje. To co masz zrobić jutro zrób dziś. Bądź powtarzalny. Nie trać zapału! Nie od razu Rzym zbudowano! Daj sobie czas. Nie myśl dużo o efekcie. Myśl o tym co jest tu i teraz. Rób, działaj. Nie czekaj. To wymaga poświęceń, ale świat na Ciebie czeka.

KONIEC

Kilka naprawdę szczerych słów ode mnie po zakończonej przygodzie w Albanii.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s