Albania. Autostradą do Durres i dalej do Wlory.

Dzisiaj nie będę się forsował dlatego dla odmiany… wsiadam na rower 🙂 Jadę na krótką przejażdżkę po Szkodrze. Tu kawa, papieros. Tam ciastko i zimna coca cola. Ale przede wszystkim totalny ubaw na drodze. Nie ma tu świateł. W całej Albanii z sygnalizacją świetlną spotkałem się tylko w jej stolicy, w Tiranie. Na drogę wchodzą wszyscy i kiedy dusza zapragnie. Nawet nie specjalnie się oglądając jakby to było oczywiste dla kierowcy, że ten człowiek za chwilę tu wtargnie. Coś pięknego! 🙂 Naprawdę! Na rondach jest jeszcze zabawniej. Każdy każdemu wjeżdża pod koła. Zjechanie z niego to również wymagająca rola. Jeżeli któregoś z użytkowników pomykających aut zainteresuje przydrożny sklep niech nie zdziwi Ciebie jak bez ostrzeżenia wrzuci „wstek”. 🙂 Tak, tak. Czuję, że rymuję.

Kiedy już tak krążę po mieście i bez żadnego celu, przypominam sobie, że na początku wyprawy, na jednej ze stacji benzynowych zostawiłem karton po rozpakowaniu roweru. Ciekawość mnie zżera i fatyguję się na drugi koniec miasta. Jest! Leży dokładnie tak jak go zostawiłem. Myślę sobie „Może jakimś sposobem będzie tu również za niecałe dwa tygodnie?”. To by oszczędziło niepotrzebnego trudu w poszukiwaniu pakunku na rower na drogę powrotną. Wówczas przypominam sobie Split w Chorwacji, w którym znalazłem karton na rower, ale w sklepie na drugim końcu mieściny. Z pewnością wyglądałem komicznie próbując utrzymać rower jedną dłonią, kiedy druga próbowała objąć karton 🙂 W zasadzie to sam nie wiem jak udało mi się w ten sposób przejechać przez miasto 🙂

Upał w Albanii jest bezlitosny. Niemalże 40 stopni ciepła. Poprzednie dwa dni w Górach też dają się we znaki dlatego udaję się na kemping w celu dalszej regeneracji.

Nie.. nie da się już spać. W namiocie sauna, a jest jeszcze przed 8 rano. Pakowanie, prysznic, śniadanie i za chwilę zwarty i gotowy staję przy bramie. Dzisiaj cel Durres. Nieco ponad 100 km drogi. Podekscytowany szybko wydostaję się ze Szkodry. Kolejne kilometry to już rosnąca frustracja. Monotonna i ruchliwa trasa przyprawia o ból głowy. Droga chodź niezwykle blisko wybrzeża, nie prowadzi wcale wzdłuż niego. Trochę zawiedziony pedałuję przed siebie. Co jakiś czas omijam niezabezpieczone studzienki wody. Nagle moim oczom ukazuje się autostrada. „Zaraz, chwilę.. mają tu drogi szybkiego ruchu?” – pytam w myślach. Znak przed wjazdem wyraźnie wskazuje, że na dwóch kółkach po tej drodze się nie kieruje. Jednak zaobserwowany przeze mnie cyklista, poruszający się pod prąd tej autostrady, a za nim człowiek z osłem i jakimś sianem dodają mi spokoju i odwagi, a przede wszystkim wiary że nie zostanę raczej przez nikogo zatrzymany. Dla pewności pytam pracownika jednej ze stacji czy jest jakaś szansa żeby ominąć te ruchliwa trasę. Niestety z uwagi na fakt, że mój rozmówca „no engleze”, a ja „no italiano” to trzeba było się dogadać do siebie machając. Na migi się znaczy. Albańczyk o zadziwiająco stoickim spokoju się nie poddaje. Wyciąga kawałek kartki, ołówek i całkowicie zrozumiale przelewa swe słowa na papier. Jest jeden problem. Innej drogi nie ma 🙂

No to bach i cisnę już trzydziesty kilometr kiedy trasa, która chyba tylko z definicji jest autostradą, nareszcie się kończy. Kawałek dalej kilku policjantów żwawo macha lizakami i mnie dopinguje. Ciekawe jest to, że w Albanii jest mnóstwo patroli. Nie rzadko mijam radiowozy zatrzymujące pozostałe samochody. Raz jednak byłem świadkiem ciekawej sytuacji. Jadę przed siebie i za chwilę mam minąć kolejny policyjny patrol. Za sobą słyszę mocno rozpędzone auto. Jego kierowca nie zwraca uwagi na uniesiony lizak policjanta i nie raczy zdjąć nogi z gazu. Ku mojemu zdziwieniu funkcjonariusz machnął tylko ręką w geście swojego niezadowolenia. U nas raczej to by nie przeszło 🙂

Jeżeli lubicie myć swoje samochody to Albania jest Waszym rajem. Tutaj co kilka kilometrów mijacie tak zwaną Lavazę. Luksów i znanych nam z naszych myjni udogodnień tu nie ma. Jest za to szlauch, ścierka i ręce gotowe do czyszczenia.

Wjeżdżam już do Durres. To niezwykle zatłoczone miasto przypomina mi Władysławowo. Wszędzie pełno mniejszych, większych straganów. Chodniki pękają w szwach a ich użytkownicy to bardzo hałaśliwe rodziny, pomykające w kąpielowych majtkach. Za chodnikiem rzędy bloków, hoteli i apartamentów. Wszystkie na biało jak już na Albanię przystało. Tuż za budynkami widać morze. Plażę już trudniej dostrzec gdyż jest dość dokładnie wysłana opalającymi się ciałami. Kiedy zatrzymuję się na chwilę żeby kupić sobie piwo i wodę, zostaję otoczony wyciągniętymi w moim kierunku dłońmi drobnych i młodocianych Albańczyków żebrzących o cokolwiek. „Nie wytrzymam tu długo” – myślę sobie. Znacie mnie. Takie miejsca działają na mnie jak płachta na byka. Tłum, gwar, hałas. Daję dyla. Słońce zachodzi, a w poszukiwaniach kempingu pomaga rodzina w Polsce, która wiadomościami tekstowymi pomaga mi trafić na miejsce. „Pa Emer Kamping” to całkiem urokliwa okolica położona na stromiźnie z dostępem do morza nad którym prowadzi molo w kierunku niewielkiej i zadaszonej wyspy do której cumują  mniejsze łodzie. Niebo zupełnie już wyczyszczone. Leżę z piwem w ręku na deskach molo. W głębi lądu widać potężne rozbłyski nawałnic przechodzących przez góry Albanii, a cienie ich szczytów ukazują się na chwilę w świetle licznych błyskawic.

Kolejny dzień do poprzedniego bardzo podobny. Sprawna ewakuacja i już na drodze do Wlory. Przede mną kolejne fragmenty autostrady wymieszane z remontowanymi odcinkami zatłoczonych tras. Jednak kiedy docieram do Wlory to widoki poprawiają moje humory. Nareszcie droga ciągnie wybrzeżem, a kiedy słońce chyli ku zachodowi, jedna z właścicielek nadmorskich restauracji zezwala na kemping przydrożny 🙂

Zapraszam na seans potwierdzający powyższe spostrzeżenia, fakty i inne pierdoły 🙂

robinsonada-rowerowa

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s