Albania. Powrót z Gór Przeklętych.

Czas nie tylko otworzyć oczy, ale przede wszystkim wyciągnąć swoje cztery litery poza obręb tego namiotu. Przechodzę zatem do czynu. Rozsuwam wejście i staję trochę jak kaleka (skurcze i te sprawy), wyciągam ręce przed siebie i rzucam okiem na okolicę. Nagle wszystkie te bóle, zakwasy i inne dolegliwości przestają mieć znaczenie. Kilka razy oglądam się wokół siebie i nie mogę nacieszyć oczu wszechobecnym krajobrazem. Otaczają mnie strzeliste i skaliste wzniesienia. Są tak blisko mnie i jakby na wyciągniecie ręki. Ja zaś dopiero teraz, w świetle pełnego słońca, widzę w całej okazałości dolinę do której tak uparcie pedałowałem dzień wcześniej. Jest przepięknie i dosłownie zapiera dech w piersi.

Skręcam sobie papierosa (tak, palę tytoń, jak na sportowca przystało) i udaję się na taras pensjonatu gdzie właśnie podawane są śniadania. Para młodych i przemiłych Brytyjczyków wręcz namawia mnie żebym się dołączył.  Szybko kończę przyjmować poranną dawkę nikotyny i zasiadam przy stole. Jakaś stara bułka, trochę masła. Kilka chwil i talerze wyczyszczone. Kiedy już nasze buzie przestały być zajęte konsumpcją nastał czas krótkiego dialogu. Tak więc standardowo pytany jestem o to jak to jest, że ja tutaj, z rowerem, i sam i po co. Norma 🙂 Przywykłem. Ale to miłe widzieć takie niedowierzanie na twarzach ludzi którzy mnie o to pytają. Niestety nie mogę sobie przypomnieć imion tej angielskiej pary, ale żeńska połówka zaczyna mi opowiadać jak ona ze swoim partnerem dotarli do Theth. Tak więc kupili po bilecie i zawiózł ich Albańczyk swoim starym dostawczym Mercedesem. W środku było jeszcze przynajmniej kilka osób. Żeńska połówka zaczyna się coraz bardziej emocjonować kiedy to przechodzi do etapu podróży w dół do doliny po tych nieszczęsnych głazach i głazikach, którym ja starałem się skutecznie sprostać poprzedniego dnia. Opowiada jak samochód dosłownie podskakiwał i tracił przyczepność na zakrętach a kierowca nie widział w tym nic nieodpowiedniego. Tak, jej spostrzeżenia i moje obserwacje busów wożących turystów przez tamtejszych potwierdzają kompletne szaleństwo panujące na drogach w tym kraju, a w tym regionie przypomina już zupełnie niekontrolowaną samowolkę 🙂 Żeńska połówka kontynuuje relację i twierdzi, że dostała ataku paniki. Jej męskie uzupełnienie tylko potwierdza przebieg zdarzeń porozumiewawczo kiwając głową. Teraz siedzą tutaj ze mną w spokoju, ale wiedzą, ze czeka ich powrót do Szkodry, tym samym busem, z tym samym kierowcą. Żeńska połówka blednie już na myśl o powrocie i sugeruje abym znalazł jej miejsce na którymś z moich bagażników 🙂 Kilka chwil później żegnam brytyjską parę  i pakuję swoje manatki na rower.

Co teraz? Jak stąd wrócić? Są tylko dwie drogi. Jedna to ta którą przyjechałem a druga dużo dłuższa i w całości pokryta gruzem. Cóż. Decyduję się wrócić wczorajszą trasą z uwagi na fakt, że za przełęczą będzie już asfalt po którym wczoraj podjeżdżałem. Dodatkowo elektryzuje mnie myśl o możliwości zjazdu po gładkiej nawierzchni ze szczytu do samego jeziora. W końcu mi się należy! Najpierw jednak muszę się tam dostać a po drodze czeka mnie 15 km zakrętów, usianych gruzem i ciągnących mocno pod górę. Od 12 do 18 pcham rower. Jest za ciężki, a podłoże zbyt luźne i nie mogę ujechać nawet kilku metrów. Koło cały czas ucieka. To powoduje, że meczę się jeszcze bardziej niż jakbym go pchał. Trudno. Zaciskam zęby i robię swoje. Mijają mnie samochody i motory terenowe. Jeden z kierowców, nawet nie zapytany, wychodzi do mnie i daję butelkę wody z bananem. Inny krzyczy, że już nie wiele zostało i żebym nie przestawał. Po kilku godzinach udręki jestem na szczycie i pochłaniam kalorie w jedynej tutaj knajpce. Najedzony staję w punkcie widokowym i patrzę z niedowierzaniem w dół doliny gdzie jeszcze wczesnym popołudniem wybierałem powrotną trasę. Znowu morale rośnie. Myślę sobie – „Jeżeli wczoraj i dzisiaj udało mi się przebyć tę drogę to już nic nie stanie mi na drodze”. Nic bardziej mylnego co zweryfikowały kolejne dni podróży, ale nie o tym teraz 🙂

Czekam jeszcze chwilę aż żołądek strawi, ciało odpocznie i ponownie w trakcie tej wyprawy daję sobie potężny zastrzyk adrenaliny siedząc już na rowerze, który zaczyna się rozpędzać w dół w kierunku Jeziora Szkoderskiego. Następne dwie godziny drogi to średnia prędkość ok 35-40 km/h i zjazd o długości około 40-50 km. Hamulce dostają wycisk a ja czuję smród palonych klocków i tarczy. W międzyczasie pytam siebie – „Dlaczego kretynie nie wziąłeś zapasowych?”. Jednak widoki i prędkość szybko odwracają moją uwagę od nieistotnych teraz problemów. Zjeżdżam uśmiechnięty i zadowolony, czasem nawet coś do siebie pokrzykując. Jestem nabuzowany i zachwycony. Wkrótce otaczające mnie wzniesienia robią się coraz mniejsze, a mym oczom ukazuje się jezioro, które za chwilę stanie się miejscem mojej kąpieli i relaksu.

Jestem już na kempingu obok Szkodry. Tym razem hiszpańska para i też młoda dopytuje mnie skąd wróciłem. Widzieli mnie jak dwa dni temu opuszczałem kemping sam z rowerem. Dowiedziawszy się jak spędziłem ostatnie dwie doby zaczynają mi gratulować i bacznie oglądać rower i pozostałe akcesoria.  Z uwagi na fakt, że oni sami także swój urlop spędzają na rowerach to wymieniamy kilka cennych uwag i dzielimy się wskazówkami. Chwilę później już sam zabieram się za rozstawienie namiotu i zmianę ubrań. Nagle słyszę propozycję napicia się raki (tamtejszego bimbru). Nie było by nic w tym dziwnego gdyby nie była sformułowana w naszym ojczystym języku. Przez sekundę pomyślałem, że jestem zmęczony i coś mi się przesłyszało. „Tak, mówimy do Ciebie. Masz logo Orlenu na koszulce więc domyślamy się skąd Ciebie przywiało”. Rzeczywiście. Koszulka zdradziła moje pochodzenie i tak zostałem rozpoznany przez Tomka i Kasię, małżeństwo z Trójmiasta, z którymi spędzam wieczór na upijaniu się i głośnych rozmowach. Kolejny dzień to już odpoczynek po wymagających Górach Przeklętych i przygotowania do kolejnych kilometrów wzdłuż wybrzeża Albanii. Jedno jest pewne. Będzie pod górę 🙂

DCIM100MEDIA

robinsonada-rowerowa

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s